Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Zamknij X
Runners Power
Aktualności

Aktualności

Strona głównaAktualności > Mateusz Baziór na triatlonie w Kórniku

Mateusz Baziór na triatlonie w Kórniku

18.09.16r.

MAŁY BALECIK W KÓRNIKU

Mateusz Baziór na triatlonie w Kórniku Dnia 18.09.2016 wybrałem się na balety triathlonowe do Kórnika.
Zmaganie odbywały się na dwóch dystansach 1/10 IM i ¼ IM osobiście decyduję się na start w tych pierwszych, podczas których do pokonania miałem 380 m pływania 17 km roweru i 4,2 km biegu.
Po odbiór pakietów ruszam wraz z Kajkiem już dzień wcześniej aby ominąć poranne kolejki w biurze i zaoszczędzić trochę czasu. Przy okazji przejeżdżamy przez odcinek trasy rowerowej po której przyjdzie nam się ścigać jutro. Szybko i sprawnie odbieramy pakiety i jesio obadać wejście do wody i dobieg do strefy zmian która bardzo klimatycznie znajduje się na kórnickim rynku. Po tym wszystkim udajemy się do domu, gdzie wcinam kolacje i kładę się do wyra. Długo nie mogę zasnąć bo targały mną jakieś demony i odgłosy baletu pochodzące z rynku.
Budzik nastawiam na godzinę 6:50 jednak emocje i słabo przespana noc wygnały mnie z wyra już 20 minut wcześniej. Przed tą zabawą szamię dużą porcje owsiany i wybieram się na 20 minutowy spacer ze słuchawkami w uszach i nakręcam się już powoli przed zbliżającym eventem. Podczas spacerku wizualizuję sobie trasę i testuje aktywność na garminie, żeby wszystko grało. Wracam do domu i czekam za Norbim i Magdą, którzy pomagają mi logistycznie ogarnąć wyjazd i transport sprzętu za co w tym miejscu jeszcze raz bardzo dziękuje. Pakujemy się i ruszamy na Kórnik bo melanż zaczyna się o 10.
Na miejscu jesteśmy dość szybko bo już o 8. Składamy te dwa kółka i Norbi rusza przetestować maszynę na której gnie jak Sagan w TdF po zieloną koszulkę. W oczekiwaniu nim organizatorzy otworzą wrota do strefy oklejam rower i kask numerami startowymi. Wolontariusze opisują mi ramię i nogę numerem z jakim przyjdzie mi się zmagać. Wbijam do strefy na przypisaną mi miejscówe i rozkładam manatki. W strefie z nerwów miotam się i nie mogę znaleźć taśmy ale dzięki uprzejmości sąsiadki przyklejam swojego jabcoka do dwóch kółek i ruszam czekać za Kajkiem aby doładować trochę pary do Rumaka. Zachowuję się trochę jak pierwszoklasista czekający na swój pierwszy dzień w szkole. Nerwowo się rozglądam i szukam charakterystycznych punktów po których znajdę rower. Wyjeżdżam ze strefy i ruszam do fury się załadować w kaftan w którym przyjdzie mi startować. W między czasie zarzucam jednego dropsa guarany i popijam krzywiąc japę pomarańczowym drinem BCAA, którego zagryzam jednym bananem, który wygląda niczym czorny kij. W oczekiwaniu na start nacieram się maścią o odorze jak to Magda stwierdziła „ziół prowansalskich”, szybka rozgrzewka i ruszam na start.
Do jeziora pełnego miętowej gorzały wbiajmy o 9:53 i tutaj się zaczyna jazda drugi raz znajduję się na takim balecie i znowu to samo tłum nieźle nadrzuzganych ludzi otacza mnie próbując się utrzymać na powierzchni aby nie zatopić się w tej berbeli. Ciężko jest mi się utrzymać w tej zupie i gąszczu ponieważ nie jestem żadnym wytrawnym pływakiem. Chopy są nieźle rozbawione sytuacją i robią w wała trochę sędziów i przesuwają boję oznaczającą linię startu do przodu ku mojej uciesze znajduję się na pierwszej linii frontu i zaraz po tym zawyła syrena rozpoczynająca ten epicki melanż. Ruszyła maszyna i już nic nie zatrzyma do pierwszej boji to przeleciało po mnie normalnie jakiś 3 koni a dodatkowo nie dostosowałem się do zasady głowa nisko i łokcie szeroko przez co wychylając głowę z wody sam wyłapuje łokieta na kalafe. Zaciskam kła i lecę dalej, dopływając do boji zrobiło się gęsto ale szybko wyciągnąłem lekcję z początkowych metrów i sam wykorzystałem torujących drogę baletmistrzów przez których prześlizgłem się niczym żmija węża. Do kolejnej boji lecę już na spokojnie bez żadnych ekscesów biorę ją prawą stroną i i nieźle opity miętówą wale do wyjścia z akwenu wspierając się już trochę żabką.
Wylatując solidnie spity kątem oka ujrzałem Norbiego, któremu podrzucam ściągniętą z dyńki gumę i binokle. Wbijam w zegarek okres przejściowy i układam w bani kolejność zakładanych rzeczy najpierw pingle, papcie następnie daję kask i pas z numerem. Zarzucam obok siebie swoje dwa koła i ruszam na trasę dobieg do belki startowej szybkie wpięcie się w pedały i gnam na niezłej fazie.
Szybko chwytam się mknących obok mnie dwóch kolarzy i kawałek się za nimi ciągnę niestety mi uciekli. Nagle za plecami słyszę głos Kajka, którego podobno wyprzedziłem na wysokości zamku jednak tego nie pamiętam taką miałem bombę po tej berbeli. Kajko trochę ciągnie i krzyczę że po pół kilometra zmiana a on odbija piłeczkę, że jak mam siły to mam ciągnąć. Więc trochę przycisnąłem niestety odwróciłem się aby zobaczyć czy Kajko się zabrał niestety nie było go już. To mówię sobie jedziesz z tym nigdy dość i jak kamfora pojawia się grupka 3 wilczków zabieram się z nimi i jadę zaaferowany tym, że nikt nie daje zmian sam wyskakuje na przód i poganiam nakręcając tą watahę. Schodząc ze zmiany odwracam się i widzę że jedna osoba została wołam ją, że ma dołączyć i zaraz z powrotem jedziemy w 4 dając wzajemne szybkie zmiany. Nieźle mnie to wypompowało popiłem trochę czystej ale to nic nie dawało popadłem w dziwny letarg i nie mogłem się ocknąć odjechali mi. Chwilowy kryzys podczas, którego łapie chwilowy brak epy trochę mnie zaniepokoił. Jednak szybko spojrzałem na ramę mojej szaro-czarnej Myszki i chwytam swojego jabcoka, którego znowu zapijam czystą i mówię sobie trudy przynoszą zaszczyty i zaraz się narodzę niczym feniks z popiołu. Dobra mantra pomaga i nagle pojawia się kolejna grupa chcąc wykorzystać przypływ energii łapię się koła kawałek się wiozę na plecach znowu staram się dawać zmiany co mnie ino wypłukuje z pozytywnej energii jednak jadący z tyłu Adam, którego wcześniej ściągnąłem z zaświatów do watahy nakręca i jedziemy już razem po trochu próbując się łapać mocniejszych zawodników i grup lecących przed nami. Na 16 kilometrze próbuję jeszcze zerwać mocniej jednak potężny skurcz łydy mnie zahamował od razu zredukowałem przełożenie i noga wróciła do gry. Dojeżdżając do belki wyskakuje z papci i zostawiam je wpięte w rowerze.
Z siadam z roweru i pcham do strefy z boku słyszę Siwego, że dajesz Bazik i lece po swoje, wbijam się w swoje bambosze i wyjeżdżam ponownie ze strefy wciągnąć nosem kreski z kórnickiej promenady docierają do mnie pobudzające okrzyki Włodasa. Wychodząc z zakrętu raduję się na widok monopolu z czystą i barmańską, łapie dwie czyste mocze trochę kapę bo mnie ewidentnie świeżbi po tym jabcoku i grzeje po swoje. Ciężkie łydy dają o sobie znać nigdy wcześniej takiego mrowienia w nich nie czułem. Pojawiają się chwile zwątpienia: „co ja tutaj robie” ale zbieram się do kupy i dalej przesiąka mnie tylko Kękę JEDZIESZ Z TYM NIGDY DOŚĆ, śmigam do nawrotki. Wracając przyspieszam i ku mojej radości widzę Kajka z którym zbijam pione kawałek dalej z naprzeciwka leci Wojtas, który krzyczy dobra robota. Mówię sobie końcówa i lece z tematem. Zbiegam z promenady i gnam ile mogę trochę giry już blokują ale przesuwam granicę i lecę już na mete gdzie słyszę głos spikera wywołującego moje nazwisko a na budziku mam czas 1 godzina 1 minuta i 27 sekund.
Reasumując, celem jaki sobie zakładałem było złamanie godziny czasu niestety nie udało się tego zrealizować przez co pozostaje niedosyt. Ale z uwagi na to, że był to mój drugi mały balecik triathlonowy jestem zadowolony. Na pewno do poprawy zostaje pływanie które jest moją pięta achillesową, jeszcze mocniejsze przepalanie giry i walenie kilometrów kolarką. Zdecydowanie cieszy przygotowanie w mojej koronnej dziedzinie którą jest bieganie które pokonałem w 17:03 i był to 13 wynik ze wszystkich startujących.

TRIATHLON KÓRNIK 1/10 IM ( 380m - 17km – 4,2km ) - 1:01:27
Pływanie - 00:10:25 (155)
T1 - 00:01:52
Rower - 00:31:09 (76)
T2 - 00:00:58
Bieg - 00:17:03 (13)
Miejsce Open - 54
Miejsce M20 - 20


Mateusz Baziór

Dyskusja (komentarzy: )

Partnerzy

Salon masażu Paulina Krawczyk
Sremski Sport
dr Mateusz W. Romanowski
 Kancelaria- Walterowicz
Ultra Janosik
Zespół Szkół Ekonomicznych w Śremie

Sponsorzy

   tfpg_new_log_graf.jpg     Predictes  

Dowiedz się więcej o Runnerspower.pl

Grupa biegaczy Runner’s Power powstała w celu propagowania dyscypliny sportu – biegania. Na chwilę obecną nasz klub liczy ok. 60 członków zarówno osiemanstolatków jak i sześciesięciolatków, biegaczy z ogromnym doświadczeniem jak i początkujących. Zapraszamy wszystkich chętnych, którzy chcą zacząć przygodę z bieganiem, a takze tych co chcą zacząć profesjonalne treningi pod okiem profesjonalnego trenera.

Kontakt

Runner's Power
ul. Paderewskiego 1/8
63-100 Śrem
Kontakt :
  Marek    tel. 796804580
  Rysiek   tel.  501393041
   mail: rysmit@o2.pl

nr konta: Bank Spółdzielczy w Śremie
25 9084 0003 0010 6135 2000 0001