Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Zamknij X
Runners Power
Aktualności

Aktualności

Strona głównaAktualności > Chojnik Maraton oczyma Gosi Matuszewskiej i nie tylko.....

Chojnik Maraton oczyma Gosi Matuszewskiej i nie tylko.....

30.05.16r.

Relacja Gosi

Chojnik Maraton oczyma Gosi Matuszewskiej i nie tylko..... Chojnik Maraton oczyma Gosi Matuszewskiej i nie tylko.....
W sobotę duża grupa naszego Stowarzyszenia Runner’s Power rozpoczęła sezon biegowy w górach. Już z krótkiego doświadczenia wiem, że w biegach górskich najgorszy jest ten pierwszy start w sezonie. A może nie sam start, a te dwa trzy dni po :-) :-)
I dziś pisząc ten tekst wiem co mówię – ale o tym dalej w relacji.
Szóstka naszych klubowiczów udała się na „Chojnik – Karkonoski Festiwal Biegowy”. Na tym festiwalu rozgrywane są biegi na czterech dystansach: CHOJNIK VERTICAL dystans – 2,5 km; PÓŁMARATON Z GÓRKĄ dystans – 28 km; CHOJNIK MARATON dystans – 46 km; ULTRA CHOJNIK dystans – 102 km.Dwójka z nas Kasia Burdajewicz i Paweł Błoch wystartowali po raz pierwszy w górach w biegu półmaratońskim. To jak sama nazwa mówi taki „półmaraton z górką” bo aż 28 km z przewyższeniem +/- 1300m.

przekroj-(1).jpg  
Pawe----Kasia.jpg
 

Do pokonania mieli długi wyczerpujący podbieg i zbieg. Kasia poradziła sobie w debiucie rewelacyjnie i z czasem 03:45:58 zajęła 3 miejsce w swojej kategorii wiekowej. Paweł ukończył swój debiut górski z czasem 04:37:45 co i tak należy uznać za ogromny sukces, gdyż w ostatnim czasie borykał się z problemem kontuzji stopy.

P2.jpg


Ja i pozostała trójka: Hubert Rzyha, Tomasz Kapusta i Marek - mój mąż, wystartowaliśmy na dystansie maratonu, też maratonu z „górką” bo to nie 42km, a 46,6km z suma przewyższeń powyżej +/- 2200 m. Na ukończenie biegu mieliśmy 9h.
Po raz pierwszy biegłam sama w tak długim biegu górskim, ale zostałam poinstruowana przez Marka i wyposażona w odpowiedni sprzęt. Maruś przygotował mi przekrój trasy z tabelą czasową gdzie będzie pod górkę, a gdzie w dół i gdzie będzie punkt żywieniowy i ile mam na nim czasu być. Normalnie wszystko zaplanowane;) jak w zegarku szwajcarskim.

Odcinek

Rodzaj

biegu

Śr. temp.

min/km

Czas

Odcin.

Czas łączny

h : min

Km biegu

2 km

Pod górę

8:00

16 min

0:16

2 km

3 km

góra-dół-płasko

7:00

21 min

0:37

5 km

Bufet I na 5 km

1min

0:38

Bufet

5 km

Mocno w górę

16:00

1:20 min

1:58

10 km

Bufet II na 10km limit 2:30

3 min

2:00

Bufet

3 km

Płasko – w dół

7:00

21 min

2:22

13 km

3 km

W górę mocno

18:00

54 min

3:16

16 km

0,5km

W dół ostro

6:00

3 min

3:19

16,5 km

3 km

W górę średnio

13:00

39 min

3:58

19,5 km

3,5 km

W dół mocno

6:30

23 min

4:21

23 km

Bufet III na 23km limit 5:00

5 min

4:26

Bufet

3 km

W dół ostro

6:30

20 min

4:46

26 km

5 km

W górę ostro

19:00

1:35 min

6:21

31 km

5 km

W dół mocno

7:00

35 min

6:56

36 km

Bufet IV na 36 km

4 min

7:00

Bufet

1 km

W dół mocno

7:00

7 min

7:07

37 km

 

3 km

Lekko w górę

8:00

24 min

7:31

40 km

 

3 km

Lekko w dół

6:20

19 min

7:50

43 km

 

1 km

W górę na Zamek

14:00

14 min

8:04

44 km

 

2 km

W dół do METY

6:00

12 min

8:16

46 km

 


Gosia-skarpety.jpg

Wspólnie uzgodniliśmy, że pobiegnę tak gdzieś na 8 godzin. Głównie dlatego, że nie znam trasy (choć trasa miejscami pokrywała się z Maratonem Karkonoskim, który przebiegłam trzy lata temu) no i pogoda też nie zapowiadała się najlepsza.
Miałam też jeszcze jedną niepewność. Pobiegłam w nowych butach DYNAFIT FELINE SL WOMEN'S, które nabyłam 4 dni przed startem. Oj była obawa przed obtarciami, ale jakoś jak je założyłam pierwszy raz to czułam, że to są buty do górskiego biegania i  to w stu procentach. I jak się później okazało nie żałowałam tej decyzji.
Ale wróćmy do startu. Na godzinę przed startem lunęło z nieba. Start miał być o godzinie 9:00 więc szybka korekta stroju i tego co wezmę do plecaka. No to był czas na nerwy i konsultacje telefoniczne z pozostałymi Runnersami. Po dojeździe na miejsce startu przestało padać i na 10 minut przed startem zrobiło się duszno jak w „amazonii”. Znów korekta w ubiorze i plecaku – normalnie szaleństwo. Chcę już, aby ten bieg się zaczął i wtedy niech się dzieje co się ma dziać (no i pożałowałam tych myśli bo się działo – oj działo się). 
No to krótkie pożegnanie, uściski na starcie i całus od męża  – wspólna fotka i do boju przy dźwiękach kapeli górskiej.

runnersi.jpg

Marek-(1).jpg

Początek to droga asfaltowa, a ja traktuję ten fragment trasy jak rozgrzewkę ponieważ nie zrobiłam tej właściwej – bo? Padało!!!.
Moja taktyka na ten maraton to pokonywanie wzniesień marszem zwłaszcza na początku, a bieg w dół. Przede wszystkim chcę zachować siły do końca biegu. Od pierwszego punktu żywieniowego zaczyna się podejście ostro w górę „Petrovką” do grani karkonoskiej. Ten odcinek to około 5km wspinaczki. Już teraz zastanawiam się czy lepiej tu wchodzić czy zbiegać. Wracając gdzieś na 35 kilometrze będzie trzeba tu biec na łeb na szyję w dół, a wtedy mięśnie czworogłowe ud dadzą znać o sobie. Ale  o tym będę myśleć jak już będę na tym 35 kilometrze trasy.
Na tym pierwszym długim podejściu nie forsuje tempa i jestem wyprzedzana przez większość biegaczy. Nie bardzo się tym faktem przejmuje, bo wiem, że maraton górski dopiero się zaczyna. Zresztą podobnie jak Marek raczej preferuje zbiegi niż podejścia. Może to dlatego że nasz trener Zbyszek Okoniewski kładzie duży nacisk na treningach na: kordynację ruchową, równowagę i gibkość.
Docieram do grani karkonoszy i drugiego punktu żywieniowego oraz limitu czasowego, który wynosi tutaj 2 i pół godziny. Ja ten odcinek pokonałam 30 minut przed limitem.
No i zaczynają się pierwsze odcinki zbiegowe, które momentami są bardzo szybkie. Udaje mi się wyprzedzić kilku biegaczy, którzy wyprzedzali mnie na podejściach.
Biegacze amatorzy górscy mniej więcej tacy jak ja dzielą się na ogół na tych co dobrze podchodzą lub dobrze zbiegają. A prawdziwy „góral” to taki co świetnie zbiega jak i się wspina. Ci zajmują czołowe miejsca w biegach górskich.
Trasa biegu jak zapowiadał organizator była bardzo dobrze oznaczona – żółte taśmy oznaczały, że biegniesz dobrze, czerwona taśma wyznaczała, że pomyliłeś trasę. Wspólnie po biegu wszyscy Runnersi stwierdzili, że oznaczenie trasy było czytelne i nie sposób było zabłądzić.
Do tego czasu pogoda była w miarę dobra, choć było duszno, co wróżyło , że mogą zacząć się opady. Oj jak się okazało to nie miały być jakieś tam opady – to były burze z gradobiciem.
Widoki na grani przecudne, no może poza jednym budynkiem, który moim zdaniem w ogóle tu nie pasuje. Jest to hotel - Labska bouda. Ciemno szary wieżowiec z czasów PRL-u. Dla mnie straszydło w tej bajkowej krainie.

widok.jpg


Nie rozmyślam za dużo na temat tej architektonicznej szpetoty i biegnę dalej w kierunku Łabskiego Szczytu ponad 1400 m n.p.m i Śnieżnych Kotłów.
Ten odcinek byłby dość przyjemny, ale popsuła go burza z ulewą. Udało mi się jeszcze założyć kurtkę przeciwdeszczową i gnać dalej. Od Śnieżnych Kotłów droga prowadziła już ścieżką kamienną w dół, aż do Schroniska pod Łabskim Szczytem. Ten fragment dość techniczny był dla moich bucików „Śnieżnych Panter” bardzo przyjemny i stworzony. Bieżnik buta sprawdził się na śliskich i mokrych kamieniach. Znów udało mi się wyprzedzić kilku biegaczy, który minęli mnie na podejściu.”.
Przed ostatnim podejściem czekał mnie niebezpieczny zbieg przed którym ostrzegali nas GOPRowcy. To strasznie stromy, kamienisty i nierówny odcinek trasy, który w strugach deszczu zamienił się w rwący potok. Tu również sprawdziły się także moje buty, ale ja zamartwiałam się jak ten fragment trasy pokonał mój małżonek w zużytych asicsach. On już na starcie obawiał się, że jak będzie padać to jego buty na mokrym „jadą jak na lodzie”. Po biegu okazało się, że ten fragment trasy przebiegł jeszcze przed deszczem. Uffff.
Przestało padać i zrobiło się ciepło. Znów przebieranie do krótkiego rękawka i do boju na ostanie długie wyczerpujące podejście. To podejście zdecydowanie bardziej weszło mi w nogi. Odetchnęłam, gdy dotarłam do przedostatniego punktu żywieniowego. Przede mną jeszcze tylko długi 5 km zbieg Petrovka i do mety. No i znów rozpętało się piekło na niebie. Burza, ulewa i grad. Już nie miałam co się przebierać. Gnam ile tchu w dół. Buty Dynafity kolejny raz się sprawdziły tym razem na rozmokłym szutrowym zbiegu. Agresywny bieżnik dał znać tu o sobie i wgryzał się w rozmoczone podłoże. Jak przypuszczałam mięśnie czwórgłowe ud zaczęły na końcu zbiegu palić jak rozgrzany piec zimą, ale wiedząc, że do mety pozostało tak niewiele gnałam i nie odpuszczałam. Wiem, że marsz w dół na zaciągniętym hamulcu ręcznym boli tak samo. No i na szczęście przestało padać.
Teraz już tylko przede mną ostatni odcinek trasy na Zamek Chojnik, a potem krótkie zejście do mety. Z całej trasy ten odcinek najbardziej mi się dłużył i był dla mnie najgorszy. Może dlatego, że w nogach miałam już 40 kilometrów górskiej wyprawy.
Ten ostatni fragment trasy pokonałam wspólnie z młodą dziewczyną, która jak się okazało zajęła 3 miejsce w kategorii K20. W biegach górskich odwrotnie jak w ulicznych biegach raczej startują już dojrzalsi zawodnicy.

gosia-2.jpg   Gosia--kubus-(1).jpg


Bardzo miłą niespodziankę sprawił mi mój mąż, który przebrany i wykąpany wyszedł do mnie aż na Zamek Chojnik. Sam się mile zdziwił, że już tam jestem o tej porze. Ja natomiast chyba ze szczęścia wykonałam fikołka – jedynego w całym biegu. Śmiałam się sama z siebie, że pokonałam tyle karkołomnych zbiegów, a leżę przed samą meta na równym odcinku trasy. Masakra.
Ale cóż zadzieram „kiece i dalej lecę”. Już słyszę w oddali spikera na mecie. Dostaję od męża flagę z Kubusiem i szczęśliwa gnam do mety.

Za linią mety udzielamy z Markiem wywiadu opowiadając o akcji związanej z „Biegniemy dla Kuby”, o naszym Stowarzyszeniu Runner’s Power, o naszym mieście oraz o Sztafetach Charytatywnych.
Mój czas na mecie to 7g:44m:32s choć ze względu na ulewę wielu biegaczom ze zmoczonych numerów startowych odpadły chipy i nie są na liście wyników to organizator zapewnia, że zrobi odpowiednią korektę i poda wyniki oficjalne. Będę bardzo mile wspominała ten bieg i wiem, że mnie już żadna pogoda nie złamie. Sam maraton uważam za ciężki. Ja raczej preferuje trasy bardziej kręte jak choćby ta z Maratonu Gór Stołowych. Dziś czuję się jakby mnie przejechała ciężarówka. Mam nadzieję, że dojdę do siebie bo już 26 czerwca 2016 pobiegnę kolejny ultra maraton „3 x Śnieżka = 1 x Mont Blanc” na dystansie 57km. Ale już wtedy będę biegła z moim osobistym zającem Markiem;).

Hubert---Tomek-(1).jpg

Hubert i Tomek ukończyli w ulewie bieg z czasem 6g:38m:22s.
Gratulacje szczególnie dla Tomka za świetny czas w debiucie. Tomek pobiegł bardzo dobrze cały dystans, a na pewno nie było mu łatwo bo to wysoki zawodnik, a takich raczej nie preferują góry. Hubert to już doświadczony górski biegacz i dla niego 46 km nie stanowiło większego problemu.
Marek ukończył bieg 20 minut wcześniej niż chłopaki. Jest zadowolony z biegu choć martwi go fakt, iż na trasie łapały go skurcze. A już za dwa tygodnie w trakcie trwania Półmaratonu Śremskiego będzie ścigał się w strasznie wymagającym ultramaratonie 6xBabia Góra na dystansie 4xBB – to przeszło 80km w Babiogórskim Parku Narodowym.
Bardzo mile wspominać będę ten wyjazd. Poznałam ciekawych zapaleńców biegowych takich jak my z miasta Piła z klubu „4RUN TEAM PIŁA”: Grażynę, Łukasza, Ilonę i Jacka. Miło było spędzić z nimi w pensjonacie dwa dni gaworząc o bieganiu i nie tylko. Pozdrawiam ich serdecznie.
Sprzęt w którym startowałam to:
Buty: Dynafit Feline SL Women – polecam bardzo
Skarpety: PERFORMANCE SHORT SK – polecam bardzo
Spodenki: Dynafit Trail Dst W Shorts – polecam
Koszulka: startówka Runner’s Power – oczywiście polecam bardzo
Plecak: Kalenji kilkuletni – nie polecam (przydałby się inny;)

Sam festiwal biegowy pod Chojnikiem polecam wszystkim. Może troszkę pogoda pokrzyżowała plany organizatorom, ale na to nie mamy wpływu. To jeszcze miesiąc maj i spodziewać można się wszystkiego. Wolontariusze się sprawdzili, a punkty żywieniowe były ok.


Gosia Matuszewska




Dyskusja (komentarzy: )

Partnerzy

Gmina Śrem
Śremski Sport
Enigma - Nieruchomości
Wielkopolskie Centrum Fizjoterapii.pl
Zespół Szkół Ekonomicznych w Śremie

Sponsorzy

   
REHAU_Logo_sRGB-(1).jpgtfpg_new_log_graf.jpg
     Predictes  

Dowiedz się więcej o Runnerspower.pl

Grupa biegaczy Runner’s Power powstała w celu propagowania dyscypliny sportu – biegania. Na chwilę obecną nasz klub liczy ok. 40 członków zarówno osiemanstolatków jak i sześciesięciolatków, biegaczy z ogromnym doświadczeniem jak i początkujących. Zapraszamy wszystkich chętnych, którzy chcą zacząć przygodę z bieganiem, a takze tych co chcą zacząć profesjonalne treningi pod okiem profesjonalnego trenera.

Kontakt

Stowarzyszenie Runner's Power
ul. Paderewskiego 1/8
63-100 Śrem
NIP 785-17-95-658

Kontakt :
  Marek    tel. 796804580
  Rysiek   tel.  501393041

 mail: runnerspower2011@gmail.com

nr konta: Bank Spółdzielczy w Śremie
25 9084 0003 0010 6135 2000 0001