Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Zamknij X
Runners Power
Aktualności

Aktualności

Strona głównaAktualności > 10 km Mateusza

10 km Mateusza

03.10.16r.

OBRONA WESTERPLATTE

10 km Mateusza


Dnia 02.10.2016 wybrałem się na pole bitwy zwane Dychą Drzymały w Rakoniewicach. Zawody jak nazwa wskazuję odbywały się na dystansie 10 kilometrów. Jednocześnie był to dla mnie najważniejszy start tej jesieni. Celem było przełamanie magicznej bariery 40 minut, która była dla mnie zmorą w tym sezonie.
Zapisy na zawody wyznaczono na 1 września 2016 roku na godzinę 20 i tego dnia było trzeba być niezwykle czujnym ponieważ 1000 pakietów startowych, które zapewnił organizator rozeszło się w 8 minut i 30 sekund co jest rekordowym czasem. Pozostałe numery startowe zarezerwowane zostały dla Strażaków, którzy tego dnia mieli swoje Mistrzostwa Polski.
Budzik nastawiam na godzinę 7:00 i zaraz ruszam robić owsiane z rodzynami i słonecznikiem z kompanom w solidnej dawce miodu do tego mocna kawa i paliwo jest załadowane pod korek. Szybki przegląd czy wszystko mam spakowane i ruszam z domu bo na 8:10 umówiłem się z Grzesiem pod Biedrą. Elegancki 20 minutowy spacer i mocna muza na słuchawach które aż pękły z wrażenia. Docieram na miejsce spotkania chwilę przed czasem i wraz z Krzysiem czekamy z Grzesiem.
Na zawody wybieramy się duża ekipą Runner’sów co już na samym wejściu podkręcało atmosferę i dawało dodatkową motywację. Zbiórka o godzinie 8:30 pod domem Gosi i Marka szybki podział na auta i ruszamy. Od rana po głowie chodziły mi słowa Steva Prefontaina „Najlepsze tempo to tempo samobójcze, a dzisiaj jest dobry dzień, by umrzeć”. Trasa przebiega sprawnie bez żadnych ekscesów i w dobrych humorach docieramy do Rakoniewic o 9:30.Od razu udajemy się do biura zawodów, które znajdowało się na sali gimnastycznej po odbiór pakietów co idzie bardzo sprawnie. Później wybieramy się z chłopakami na kawę, w tym momencie decyduję się zostać chwilę sam i posiedzieć na świeżym powietrzu aby posłuchać muzyki i odpowiednio się nastawić już na sam bieg. Przesłuchując cała playliste czuje normalnie ciary na plecach i lekki paraliż ale starałem się za wszelką cenę stłumić wszystkie złe myśli w zarodku na co w słuchawkach Juras poleciał „to są tylko chwile zwątpienia”. Całą składankę chyba wyliczyłem co do sekundy bo kończąc ją słuchać akurat chłopaki skończyli pić kawę i ruszamy do auta przebrać się w nasze uniformy, do tego standardowo zarzucam 2 dropsy guarany i pcham pomarańczowym drinem BCCA. Do tego wcieram solidnie wazeliny pod pachy i ziół prowansalskich w giry. Lecimy do reszty ekipy w okolice startu/mety które znajdowało się na Rakoniewickim Rynku.Spotykamy pozostałych i robimy sobie wspólną fotę, chwile później ruszamy już na rozgrzewkę po trasie zmagań tyle, że w przeciwnym kierunku i od razu wiemy co będzie nas czekać po drodze. Pod czas rozgrzewki lekko czułem łydki ale to chyba kolejne chwile zwątpienia który szybko pokonałem. Wszystko minęło w momencie rytmów i wiedziałem, że to będzie dobry bieg. Rozgrzewkę kończymy 15 minut przed startem i przy samochodach każdy się jeszcze dogrzewa, ja już chodzę tak nabuzowany jak po dobrej rajce w nos szczena chodzi mi jakby miała wyjechać zaraz z zawiasów i już pełna koncentracja na starcie. Na linii startu melduję się 5 min przed biegiem dzięki czemu zajmuję miejsce bardzo blisko najlepszych dzięki czemu zaoszczędziłem czas pod czas biegu na wyprzedzaniu wolniejszych biegaczy. Chwila biegu bokserskiego na dogrzanie i zaczyna się odliczanie. Wybiła 11:30 i bitwa się rozpoczęła. 14524456_1250573991652009_7375064724188050420_o.jpgOd razu strzał adrenaliny lekkie szamotanie się i o mało co się nie przewróciłem jak poczułem, że ktoś z tyłu trafił mnie w nogę. Jednak ustałem i już sztywniutko na nogach parłem do przodu. Dzięki podpowiedzi Tomka ustawiłem sobie w Garminie Virtual Partnera na 3:50 co okazało się strzałem w dziesiątkę i dzięki czemu kontrolowanie tempa na początku było o wiele łatwiejsze. Początkowo sporo ludzi mnie mijało, jednak hamowałem się i wiedziałem, że to dopiero początek i nie mogę przeginać, żeby się nie spalić. Pierwszy kilometr zleciał elegancko bez żadnych strat ani ran.Rozpoczynając drugi kilometr już wiedziałem, że to nie będzie zabawa dziwnie szybko zacząłem czuć już tempo, choć spodziewałem się tego bliżej 5 kilometra cóż ale w bani układam sobie jedno trzymaj się swojego i jedziesz z tym. Zauważyłem również, że w pobliżu jeden z żołnierzy dotrzymuje mi kroku od początku więc od razu wołam, że ma się schować i trochę popracujemy razem i tak oto wbiegając na 3 kilometr miałem kompana.Trzeci i czwarty kilometr bez żadnych zawirowań szedł jak po maśle wróg ucichł i nastąpiła chwila wytchnienia dla dekla. Do tego co 500 metrów wymienialiśmy się na prowadzeniu i ciągnęliśmy mocnym tempem do przodu unikając świstających kul nad głową. Szkoda, że po 2 zmianach kompan schował się za plecy i biegł za mną nie powiem, że trochę sił i nerwów mnie to kosztowało. Jednak przyjąłem na klatę ten cios i stwierdziłem, że to jest mój czas i nie ma co oglądać się na innych. Słysząc odgłosy ciężkiego oddechu mojego rywala wiedziałem, że on ma gorzej nie mogę odpuścić i musze cisnąć swoje. I tak zleciało do 5 kilometra na którym miałem czas 19 minut i 11 sekund.14468776_1250574374985304_5703149228709275395_o.jpgRozpoczynając piąty kilometr stało się to na co czekałem od momenty rozpoczęcia bitwy przyszedł ból który mnie miał nakręcać do dalszej walki płuco gadało do mnie że jest mocno i że ze świrowałem chyba trochę, dyńka krzyczała, że pora powoli odpuścić jednak w deklu znalazłem dobra mantrę Kikiego i jedziesz z tym nigdy dość towarzyszyło mi do końca tej rundy.Szósty kilometr to normalnie jakiś zerwany film wiedziałem że jestem mocny jednak nie mogłem przyspieszyć tak jak planowałem na początku, więc szybka redukcja planów i mówię sobie jak się nie da przyspieszyć to trzeba cisnąć swoje i utrzymać co się da. Przez chwilę czułem się jakbym dostał w kręgosłup i mnie sparaliżowała mnie wizja, że nie wytrzymam i nie zrobię nawet 40 minut. Jednak szybko się z tego otrząsnąłem i zacząłem myśleć jak bardzo tego chcę i czym to dla mnie jest. I od razu wiedziałem, że największą frajdę w życiu sprawia mi spuszczanie wpierdolu swoim wrogom. Przełamałem się i już wiedziałem, że jestem w domu.Siódmy kilometr zaczął się niespodziewanie, głośne sapanie ale szybko zostało one uspokojone i leciałem swoje aż tu nagle wyskakuję mi tu z za pleców mój kompan i krzyczy, że mam za nim ciągnąć. To zaraz moja kontra i zacząłem lekko przyspieszać w głowie myśl jak on może to ja też i dzida. Trochę mną już rzucało po całej szerokości drogi przez co paru osobą zdarzyło mi się zabiec drogę za co przepraszam. W głowie pytanie jak bardzo tego chcesz i kontra że bardzo a może i nawet bardziej więc dzida. Płuca kują i męczą już strasznie, mięsnie już palą ale to jest to mówię sobie.Ósmy kilometr zaczynamy od słów trudy przynoszą zaszczyty i lecimy po swoje ostry wpierdol już dzisiaj dostałem ale mówię trzeba wstać i jedziemy z tym. Nie ważne ile razy upadałeś ważne żeby wstać raz więcej i nie odpuszczać. Ciężkie nogi próbowały mnie hamować jednak odwróciwszy się za plecy nie widziałem już swojego kompana co dało mi pozytywnego kopa, że maszyna rozbujała się solidnie. Kule świstały było ich tyle, że nawet nie pamiętam wszystkich uników jakie wykonywałem. Widząc znacznik 9 kilometra na trasie byłem przeszczęśliwy.Maszyna ruszyła i mówię sobie ten decydujący jeden z dziesięciu i to będzie ten wygrany od początku do końca więc odkręcam manetkę i wciskam gaz aby się jeszcze trochę rozbujać. Niecierpliwie spoglądam na zegarek ile jeszcze zostało tak przyciąłem w kulki ze sobą że po pół kilometra myślałem że skonam jednak widok dzieci grających na perkusji dał mi jasny sygnał ostatni zakręt i jestem na mecie. Finnisz miał lekki podbieg ale na tej fazie jakiej byłem nie miało to znaczenia. Ostatnie 200 metrów przegrałem z głową i nie Wcisłem max’a nie szło próbowałem ale no cóż wszystkiego mieć nie można. Budzik pokazał czas 38 minut i 13 sekund.14500499_1250574358318639_2533792677674957053_o-(1).jpgPodsumowując te ostre zmagania muszę przyznać że jestem zadowolony z wyniku bo pobiłem swoją życiówkę o 3 minuty i 41 sekund i w końcu udało się złamać tą magiczną barierę 40 minut w biegu na 10 kilometrów. Plan był ambitny bo połamania 37 minut jednak jak to zawsze ze mną bywa plany zawszę mam ambitniejsze niż wynik jednak przynajmniej póki cały czas mam to uczucie to wiem, że nie zaprzestane tego robić bo będę miał zawsze coś do udowodnienia samemu sobie. Dzięki całej ekipie za wspólne zmagania i wyjazd i tą małą biesiadę po zawodach.    
VI Dycha Drzymały - 02.10.2016
Czas: 38:13
Msc. Open – 78
M20 - 36   

   Mateusz Baziór

14467123_1102564736464801_1004882127_o.jpg

 

 

 

Dyskusja (komentarzy: )

Partnerzy

Salon masażu Paulina Krawczyk
Sremski Sport
dr Mateusz W. Romanowski
 Kancelaria- Walterowicz
Ultra Janosik
Zespół Szkół Ekonomicznych w Śremie

Sponsorzy

   tfpg_new_log_graf.jpgbigstar_logo-pion-png(1).png     Predictes  

Dowiedz się więcej o Runnerspower.pl

Grupa biegaczy Runner’s Power powstała w celu propagowania dyscypliny sportu – biegania. Na chwilę obecną nasz klub liczy ok. 60 członków zarówno osiemanstolatków jak i sześciesięciolatków, biegaczy z ogromnym doświadczeniem jak i początkujących. Zapraszamy wszystkich chętnych, którzy chcą zacząć przygodę z bieganiem, a takze tych co chcą zacząć profesjonalne treningi pod okiem profesjonalnego trenera.

Kontakt

Runner's Power
ul. Paderewskiego 1/8
63-100 Śrem
Kontakt :
  Marek    tel. 796804580
  Rysiek   tel.  501393041
   mail: rysmit@o2.pl

nr konta: Bank Spółdzielczy w Śremie
25 9084 0003 0010 6135 2000 0001